LOKALNI YAMAKASI - INFO BAI
bai
info bai
katalog bai
gielda bai
Bai Andrzej Kurzawa

 
Czwartek, 23 stycznia 2020
Wybierz miasto na mapie
LOKALNI YAMAKASI
Data dodania: 2006-06-20 19:37:02
LOKALNI YAMAKASI
LOKALNI YAMAKASI LOKALNI YAMAKASI
W telewizyjnej reklamie „najszybszego internetu bezprzewodowego” można zobaczyć człowieka biegnącego przez miasto, pokonującego w biegu wszystkie możliwe przeszkody. To traceur. To co prezentuje, nie byłoby możliwe bez intensywnych ćwiczeń, wielomiesięcznych przygotowań i treningów.

Le Parkour to kombinacja kilku sportów razem wziętych: od wspinaczki, biegania, po akrobacje. Cała rzecz polega na tym by zrobić to w pięknym stylu. Płynnie, sprawnie, szybko. Ważna jest dynamika i efektowne zakończenie.
Le Parkour (potocznie zwany PK) to sport z dwudziestoletnią tradycją, którym coraz mocniej zachłystuje się młode pokolenie. Na świecie, w Polsce, w Bełchatowie, Zelowie…. Giętkie ciało, płynność ruchu, to coś co sprawia że ich treningi są niezwykle widowiskowe. Wkraczają w strefę, którą można by nazwać balansowaniem na krawędzi strachu i rzeczywistych możliwości. Pokonywanie grawitacji i własnego lęku jest tam na porządku dziennym.
To coś, co jedni nazywają sportem a inni pasją, wywodzi się z Francji. Ma swoich twórców, całą ideologię, zasady na których się opiera. Tak mówią o tym sporcie młodzi bełchatowianie, którzy uprawiają go od kilkunastu miesięcy. Tam gdzie inni widzą przeszkody – oni upatrują wyzwań.

- Trenować parkour może prawie każdy. To sport rozwijający fizyczną kondycję, pozwala pokonać własne ograniczenia i lęki, wyzwala energię i chęć poznawania świata. Uczy koncentracji, szybkiego podejmowania decyzji, odpowiedzialności i równowagi.

Blood Group Le Parkour zawiązali swój team w postanowieniu łamania swoich ograniczeń. Wspólnie uczą się podstawowych vault'ów, flip'ów i innych akrobacji. Myśleli, że kiedy o swojej pasji opowiedzą innym, zostaną zrozumiani. Marzyli, że ktoś powie: tak to dobry pomysł na spędzanie wolnego czasu – zapraszamy do naszej sali gimnastycznej, u nas możecie ćwiczyć do woli…. Tak się jednak nie stało. Przy całym swoim rozgoryczeniu są jednak otwarci na rozmowy, choć mają już za sobą przykre doświadczenia z mediami.

- Jeden reporter robił z nami wywiad dla Radia Łódź. Rozmawialiśmy z 15 minut a w radiu puścił może minutę. Tak to zmontował, że zdania zostały wyrwane z kontekstu. W połączeniu z wypowiedziami proboszcza, i straży miejskiej wyszło że jesteśmy jak poganie, którzy bezcześcili ludzkie zwłoki. Według nich jesteśmy wandalami skaczącymi po cmentarzach. A to nieprawda, opowiadaliśmy mu tylko o tym, jak w poszukiwaniu górki z piaskiem trafiliśmy na miejsce położone około 200 metrów od cmentarza. Facet już nie słuchał dalej co mamy do powiedzenia na temat parkouru tylko ciągnął wątek cmentarza. W swoją intrygę wciągnął księdza i strażnika miejskiego. Mieliśmy z tego powodu mnóstwo problemów.
. – mówią rozżaleni.

Trenują 2-3 razy w tygodniu, choć większość czasu upływa im na poszukiwaniu odpowiedniego miejsca. Gdzie się pojawią, tam zaraz słychać głosy sprzeciwu.

- Jesteśmy przeganiani z miejsca na miejsce, tak naprawdę nie mamy gdzie się podziać. Sal gimnastycznych żadna szkoła nie chce nam udostępnić. Nie stać nas na to, by opłacać trening w hali sportowej. Dlatego próbujemy gdzie się da. Raz jest to ściana budynku, hałda piasku, innym razem dach garażu. – mówią.

To z kolei niesie za sobą ryzyko, że spotkają się oko w oko ze Strażą Miejską lub policją.

- Ludzie mają nas za wandali, a my przecież nie chodzimy z alkoholem po mieście, nie wszczynamy bójek i nie dokonujemy rozbojów. My po prostu uprawiamy parkour czyli „swobodne bieganie”. Dorośli utożsamiają nas z tymi, którzy rozrabiają i dlatego wzywają straż miejską. A że obowiązkiem straży jest interweniować to… wiadomo jak to się dla nas kończy.- tłumaczą.

W Bełchatowie "parkourowcy" mają dwie możliwości: albo opowiedzieć o swoim sporcie i wyjaśnić, że nie mają na celu dokonywania zniszczeń, pokazać ideę sportu. Albo oddalić się z takiego miejsca, nim zdąży nadjechać Straż Miejska. Zazwyczaj wybierają to drugie.

- Nie raz próbowaliśmy tłumaczyć, ale zazwyczaj kończyło się to komentarzami typu: sport? Co to za sport! Starsi ludzie nie chcą słuchać naszych wyjaśnień. To z kolei rodzi niepotrzebne konflikty. Dlatego chcemy bronić tego sportu swoją postawą. Bo nie robimy nic złego.- mówią.

Chcą uprawiać mądry Parkour. Jeśli tricki, to tylko w miejscach możliwych. Bez wariacji, extremalnie niebezpiecznych popisów.

- Ten sport ogólnie polega na przełamywaniu barier architektonicznych oraz własnych, ukrytych gdzieś w nas. Pokonując je, wychodzimy jakby ponad to. – mówi Premier.

Podczas treningów strach towarzyszy im zawsze. Wykonują trudne ewolucje.

- Gdybym powiedział, że się nie boimy, to bym skłamał. - opowiada Emil. - Tylko głupcy się nie boją. Zawsze istnieje jakaś obawa, ale w tym rzecz, by taki lęk w sobie pokonać. Kiedy tak się stanie, daje nam to satysfakcję i mobilizuje do podnoszenia sobie poprzeczek oraz intensywniejszych ćwiczeń.

Strauss dodaje, że wiele elementów muszą przećwiczyć „w mieście”, ale są i takie, które lepiej wykonać na sali gimastycznej, ze względów bezpieczeństwa.

- Nie mamy basenu z gąbkami, które amortyzowałyby upadki. Albo specjalnej ścianki czy barierki na której moglibyśmy ćwiczyć. Ale trenując w hali, byłoby na pewno bezpieczniej niż na ulicy, gdzie przechodzą ludzie.

Często słyszą pytania, czy to bezpieczny sport.

-To tak, jak z innymi dyscyplinami. Wszystko zależy od rozwagi. Najważniejsze to zachować rozsądek. Jeżeli ktoś wyćwiczy dany element do perfekcji, to jest to dla niego jak wchodzenie po schodach. W internecie jest wiele filmów instruktażowych, portali związanych z tą tematyką, poza tym wymieniamy się doświadczeniami z traceurami z całego kraju, spotykamy się na zlotach, porównujemy nasze techniki z ich sposobem wykonania. Oglądamy też filmy z twórcami tego sportu. – tłumaczą.

Na dowód swoich możliwości technicznych „Premier” zwinnie przelatuje nad barierką. Ciało przechyla do przodu, nogi przerzuca bokiem. Kiedy jest już za przeszkodą wyciąga nogi do przodu i prostuje je, aby przygotować się do lądowania. Odrywa rękę od przeszkody, ląduje na jedną nogę i dalej kontynuuje bieg. Tuż za nim pojawia się "Strauss", potem „Owen”, „Juri” i reszta. Każdy z nich wykonuje swój ulubiony element.
Czy to możliwe ażeby w "miejskiej dżungli" dostać się z punktu A do punktu B, pokonując w biegu wszystkie napotkane po drodze przeszkody. I to bez żadnej pomocy, jedynie przy użyciu rąk i nóg? Bechatowska grupa Blood Group Le Parkour udowadnia, że tak.
Od wakacji bełchatowscy skateowcy będą mieć swój „raj na ziemi” czyli miejsce specjalnie zaprojektowane i przygotowane do trenowania. Tuż po nich, być może wrotkarze i amatorzy wyczynowej jazdy na rowerach bmx. O „parkourowcach” nikt nawet nie wspomina, bo… niewielu o nich słyszało. A jeśli już, to tylko same niepochlebne opinie.
Miejscowa władza, amatorom deskorolki sprawiła prezent w postaci Skate Parku za blisko 300 tysięcy złotych. Czy "parkourowcy" również będą mogli liczyć na podobny gest dobroci ze strony władz miasta? Czas pokaże. Młodzi bełchatowianie mówią, że zadowoli ich choćby bezpłatne udostępnienie którejś z hal sportowych w mieście. Kto wie, może i oni wystapią kiedyś w telewizyjnej reklamie lub folderze promującym miasto....

Jola Babij



O Le Parkour opowiadała bełchatowska grupa traceurów Blood Group Parkour w składzie:

Emil „Premier”
Bartek „Strauss”
Mateusz i Przemek
Adrian „Juri”
Arek „Hobser”
Piotruś „Pablo”
Michał „Owen”
Sebastian „Dasza”
Kamil „Szczurek”
Tagi:
Dodaj nowy komentarz:
Redakcja portalu info.bai.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych w komentarzach użytkowników. Osoba zamieszczająca opinie zawierające treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwie, naruszające prawa portalu info.bai.pl i jego wydawcy lub innych osób albo naruszające zasady współżycia społecznego może ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.
go to top